Rocznicowy przegląd wydarzeń sprzed lat. Tych znanych i tych zapomnianych. Gdyż, jako rzecze Cycero, historia testis temporum, lux veritatis, vita memoriae, magistra vitae.
Blog > Komentarze do wpisu
12 II 1982. Lot 747 porwany
Porwania samolotów kojarzą się zwykle z fanatycznymi samobójcami albo terrorystami żądającymi uwolnienia swych kompanów. W czasach realnego socjalizmu porwanie samolotów mogło też służyć do czegoś całkowicie innego. Do ucieczki do lepszego świata.

LOT 747 PORWANY

12 lutego 1982

 

12 lutego 1982 pilot Czesław Kudłek porwał rejsowy samolot LOT.


Kudłek, wraz z grupą zaprzyjaźnionych pilotów po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, zaczął planować  uprowadzenie samolotu i ucieczkę z kraju. Głównym motywem ucieczki było wycofanie się przedsiębiorstwa dowodzonego przez komisarza wojskowego ze wszystkich zobowiązań mieszkaniowych wobec pilotów oraz podejrzana weryfikacja personelu. Spiskowcy nie mogli jednak dojść do porozumienia co do wyboru środka ucieczki. Sugerowano użycie samolotu rolniczego, śmigłowca sanitarnego czy symulację awarii silnika w trakcie lotu.


Gdy w lutym Kudłek został zaplanowany na lot Warszawa-Wrocław wraz z nim zdecydował się lecieć tylko jeden spiskowiec – spadochroniarz Andrzej Baruk.


Samolot Antonow-24, lot 747, wystartował z Okęcia o godzinie 7.30 z 25 osobami na pokładzie. Wśród nich było 17 pasażerów, w tym rodzina Kudłka oraz Baruk z żoną, dwóch milicjantów z AK-47, dwóch funkcjonariuszy SB z pistoletami i cztery osoby z załogi. O godzinie 8.00 Kudłek ujawnia załodze zamiar uprowadzenia samolotu do Berlina Zachodniego. Drugi pilot Andrzej Śmielkiewicz zgadza się po kilkunastu minutach; mechanik boi się zestrzelenia maszyny nad terytorium NRD. W końcu i on zgadza się by wylądować na lotnisku Tempelhof w Berlinie. W kabinie pilotów jest też Baruk, którego Kudłek przedstawił ochraniającym lot spec służbom jako pilota w cywilu. Kudłek informuje pasażerów ze z powodu manewrów wojskowych na lotnisku we Wrocławiu, samolot musi lecieć do Szczecina. Atmosfera stanu wojennego sprawia, że pasażerowie wykonują sekwencję przekleństw i bez większego niepokoju przyjmują taki obrót rzeczy.

 

Czesław Kudłek

Czesław Kudłek (ur. 1949)


Gdy wieża w Warszawie informuje Kudłka, że Antonow zszedł z kursu, pilot odpowiada, że samolot został porwany przez uzbrojonego porywacza, który żąda lotu do Berlina. Wieża odmawia zgody nad przelot nad terytorium NRD. Kudłek mimo to przekracza granicę, przerywa wymianę zdań, twierdząc że nie może rozmawiać.


Porwanie samolotu i przekroczenie granicy wywołuje natychmiastową reakcję lotnictwa Układu Warszawskiego. Do Antonowa dołączają w powietrzu dwa myśliwce w barwach NRD i jeden myśliwiec radziecki, z misją przechwycenia samolotu. Migi prowadzą Antonowa na enerdowskie lotnisko Schoenefeld. Kudłek informuje radiostację, że próbuje lądować na Schoenefeld. Spokojnie zniża lot nad Berlinem Wschodnim a myśliwce odlatują. Nad Schoenefeld Antonow wypuszcza podwozie, schodzi do lądowania, po czym tuż nad ziemią podrywa się i przelatuje tuż nad wieżą kontroli lotów. Mija lotnisko, mija mur berliński i ląduje nad Tempelhof. Pasażerowie odkrywają, że samolot jest po drugiej stronie Odry; esbecy i milicjanci zrywają się z miejsc i usiłują wyważyć drzwi do kabiny pilotów. Z drugiej strony blokuje je Baruk i barykada z bagaży. Kudłek i Baruk uciekają z kabiny przez wyjście awaryjne w suficie. Pilot i mechanik pozostają w środku. Im, ofiarom uprowadzenia, nie powinno nic grozić. Kudłek i Baruk zostają schwytani i obezwładnieni przez żołnierzy amerykańskich.


Operacja się udała. Porwany samolot wylądował w lepszym świecie. Rodziny porywaczy trafiają do obozu dla uchodźców. Samolot z pozostałymi uczestnikami lotu tego samego dnia wraca do Polski. Nazajutrz niemiecki sąd wydaje nakaz aresztowania porywaczy i jednocześnie zawiesza go na czas nieokreślony. Porywacze są wolni. Wraz z rodzinami pozostają za „żelazną kurtyną”. Kudłek przeprowadza się do Kalifornii, a Baruk do Pensylwanii. Wojskowe sądy w PRL skazują ich zaocznie na 15 lat więzienia.


Jerzy Dziewulski, wówczas szef brygady antyterrorystycznej LOT komentuje:  „No cóż, raz się wygrywa, raz się przegrywa . Gdyby się przegrało z bandytą, to byłaby klęska. Jeżeli się przegrało z intelektualistą, to… była to niezła gra

sobota, 12 lutego 2011, przemyslaw_kmieciak

Polecane wpisy